marketing jako system wzrostu, zarabiania pieniędzy i decyzji zarządczych - Joanna Gizgier
Rabat czy model wartości?
Zobacz na przykładzie SPA
Jaka jest różnica między decyzja marketingu, a decyzja osób spoza marketingu?
Kierunek już wstępnie ustalony, budżet przesunięty, założenia przyjęte jako realne.
I pada hasło:
OK, marketing niech to ogarnie.
Decyzje zapadają poza marketingiem.
Trzeba nadać temu formę, sensowny content, spójny plan, coś co da się obronić przed wszystkimi świętymi.
To mechanizm firmowy ze słabym zarządzaniem.
Zamiast rozmowy o tym, czy kierunek jest właściwy, pojawia się lista zadań do wykonania.
W miejsce dyskusji o ryzyku, wyborze kanałów w zastępstwie pytania dlaczego teraz, jaki target, harmonogram i budżet mediowy.
Strategia przestaje istnieć…
Wskaźniki mierzą realizację planu, bo plan już narzucony…
Skuteczność ocenia się przez pryzmat zrób i zobaczymy, a nie przez jakość decyzji.
📍Zobacz to na prostym przykładzie.
SPA inwestuje w nowy sprzęt. Zabieg działa najlepiej w serii pięciu wizyt. Miejsce już prosperuje, nie gasimy pożaru, nie walczymy o przetrwanie.
Zapada decyzja poza marketingiem:
Dajmy 20% rabatu na wszystkie nowe zabiegi, żeby szybciej ruszyć sprzedaż.
Marketing dostaje zadanie: zrobić reklamę promocji.
I teraz. Jeśli marketing pełni rolę alibi i wykonawcy decyzji, przygotuje komunikację wokół promocji.
Ruch wzrośnie, pojedyncze zabiegi się sprzedadzą. W krótkim horyzoncie wynik będzie cieszył.
Tyle że model przychodu właśnie się rozszczelnił.
Przepływ wartości przestaje być kontrolowany, a sprzedaż zaczyna zależeć od bodźców cenowych zamiast struktury oferty.
Klient uczy się kupować taniej.
Marża spada zanim sprawdzisz realny popyt.
Ciągłość zabiegu nie jest zabezpieczona.
Nowa usługa zaczyna być postrzegana przez pryzmat ceny, nie efektu.
To konsekwencja decyzji cenowej.
Firma zaczyna obniżać swoją zdolność do utrzymywania ceny, czyli traci pricing power, o którym pisał Warren Buffett jako o jednym z najczystszych wskaźników jakości biznesu.
Gdy marketing siedzi przy stole, rozmowa wygląda inaczej.
Skoro efekt wymaga pięciu wizyt, to sprzedajemy proces, nie pojedynczą sesję. Pakiet pięciu zabiegów w cenie czterech i pół. Ostatnia wizyta 50% taniej przy zakupie całej serii.
Konsultacja i plan terapii w cenie pakietu.
Nie chodzi o kreatywność, tylko o logikę przychodu.
Bo rabat w tym przykładzie robi trzy rzeczy jednocześnie:
✔️ skraca LTV (lifetime value, łączna wartość klienta w czasie relacji, tutaj rozbijana na pojedyncze wizyty zamiast pełnego procesu)
✔️ podnosi CAC w czasie (customer acquisition cost, koszt pozyskania klienta, który rośnie, bo sprzedaż nie ma ciągłości)
✔️ zmienia punkt odniesienia wartości z efektu na cenę
Efekt jest taki, że każda kolejna sprzedaż wymaga większego nakładu, a klient wnosi mniejszą wartość.
📍Rabat jednostkowy rozwiązuje chwilowy problem tempa sprzedaży.
📍Pakiet zabezpiecza model wartości.
I tu wracamy do sedna.
Marketing bez wpływu porządkuje decyzję, a z decyzyjnością projektuje sposób zarabiania.
Dopóki wynik jest akceptowalny, nikt nie zadaje pytań.
Gdy koszt rośnie, konwersja słabnie albo sprzedaż zaczyna lecieć na łeb, marketing wraca na środek stołu w trybie rozliczeniowym.
Była reklama.
Zaangażowanie to jednak nie to samo co wpływ.
W takim układzie firma reaguje na skutki zamiast analizować jakość wyborów.
A skutki widać dopiero w finansach:
✔️wyższy koszt pozyskania, mniejsza rentowność
✔️wydłużony proces sprzedaży, większa presja cenowa.
Peter Drucker ujął to prosto:
…Nie ma nic bardziej bezużytecznego niż skuteczne realizowanie czegoś, czego w ogóle nie należało robić.
Można perfekcyjnie egzekwować plan.
Pytanie, kto uczestniczył w jego wyborze?
Jak myślisz, czy marketing powinien wejść w konflikt z decyzją, która już została mentalnie zaakceptowana w firmie?
#gizgierjoanna #gizgiermarketing #audytmarketingowy #podpowierzchnią
